Skip to main content Skip to footer

Tenor Audio

Tenor Audio 175S 20ALE

Tenor Audio 175S 20ALE

Recenzje

Recenzja Tenor 175S w Highfidelity.pl

Z rozmysłem nie powiedziałem do tej pory zbyt wiele o cechach dźwięku, od których zwykle zaczynam test. Ale, jak mówiłem, to przedszkole hi-endu, w ostatecznym rozrachunku nieważne, bo jeśli coś tam jest nie tak, to w ogóle nie można mówić o wysokiej jakości dźwięku, o hi-endzie nie mówiąc. Żeby jednak zachować „kompatybilność” z innymi testami, krótko wszystko opiszę. 175S gra nieco ciepłym, nieco miękkim dźwiękiem. Przynajmniej w porównaniu z innymi, grającymi w bardziej jednoznaczny, bardziej konturowy sposób urządzeniami. Żaden nie jest idealnie taki, jak w rzeczywistości i wszystkie mieszczą się w marginesie błędu, wszystkie pokazują świat ze swojej strony znakomicie. Tak jest i w tym przypadku. Góra nie jest złagodzona w tym sensie, że „wycofana”. Jest mocna, pełna i – jeśli trzeba – dobitna. Jest jej nawet nieco więcej niż z mojego Luxmana, a ten przecież nie był zawoalowany. To jednak piękniejsza góra, bogatsza w odcienie, cieplejsza, ale przez większą ilość harmonicznych. I znakomicie wszystko różnicująca. To samo można powiedzieć o środku, który jest niesamowicie nasycony, wyjątkowo energetyczny. Zakres ten jest tak bogaty, że wydaje się, że membrany (a przecież w moich Dobermannach, to wyłącznie membrany metalowe) wydają się podgrzewane od tyłu dużym piecem. I podobny jest też bas. Jest on niezwykle niski, niższy nawet niż z mojej referencji pod tym względem, Krella EVO402. Ma jednak bardziej miękki atak, bardziej fizjologiczny. Pracuje jednak niezauważalnie, tj. nie przykuwa do siebie uwagi. Jego barwy są bardzo, ale to bardzo naturalne – i kontrabas Paula Chambersa z Kelly Blue Wyntona Kelly’ego, i elektroniczne zejścia z Playing the Angel Depeche Mode miały wyraźne, indywidualne brzmienie, dokładne, ale nie utwardzone. Takie, jak trzeba. I wreszcie scena. Ta wiąże się z nienaganną dynamiką, ponieważ nie ma tu „wycinania” planów i instrumentów, a po prostu znika wszystko, co jest poza nagraniem, poza tym, co widzę przed sobą. Tak, jakby coś wyssało powietrze należące do mojego pokoju i wykreowało zupełnie nowe uniwersum, coś innego, z inną akustyką, inną barwą, wielkością itp. Sposób prezentacji był prawdziwie holograficzny i jedynie Ancient Audio Silver Grand Mono potrafi jeszcze lepiej wyczarować prawdziwe „coś”, nie tylko „wypchnąć” kształt z czarnego tła. To jedna z niewielu rzeczy, którą najlepsze lampy 300B robią jeszcze bardziej wiarygodnie. Instrumenty i głosy są jeszcze dokładniejsze, ale nie przez większą „detaliczność”, a przez coś, co jest głębiej, przez tak dużą naturalność, że ciało przez chwilę jest oszukane, przez chwilę wierzymy, że słuchamy czegoś „prawdziwego”. Mimo że słychać wady realizacji, wady nośnika itp. Z Tenorem mamy to niemal przez cały czas i tylko z kronikarskiego obowiązku powiadam, że Silver Grand idzie jeszcze krok dalej. Z tym, że tylko z małymi składami i w idealnej symbiozie z głośnikami. Tenor jest nieporównywalnie bardziej uniwersalny i napędzi bez problemu dowolne kolumny, nawet w dużym pomieszczeniu. Ancient – nie.

Link do recenzji: Tenor 175S – Highfidelity.pl

Recenzja Tenor 175S HP w Soundrebels.com

Jak pisałem, wzmacniacz znakomicie kontrolował kolumny bez względu na repertuar. Nie oszczędzał na napowietrzeniu wirtualnej sceny muzycznej i co istotne budował ją w zjawiskowo szerokiej i głębokiej perspektywie. Co na to konkretna muzyka? Raczej dziękowała mi za wpięcie w system takiego mocarza. Począwszy od ostrzejszego grania free-jazzu przez Kena Vandermarka na zrealizowanej w krakowskiej Alchemii płycie „Four Sides To The Story – The Vandermark 5”, przez mocne uderzenie koncertowego krążka zespołu Metallica ze składem symfonicznym „S&M”, po mroczne tętnienia ziemi i wszechobecne przestery formacji The Acid z materiałem „Liminal”, za każdym razem zestaw serwował mi niczym nieskrępowane sesje muzyczne. I nie było znaczenia, czy w moim pokoju urealniała się sesja w klubie jazzowym z przekomarzającymi się w szaleńczym tempie wieloma dęciakami kolegów Kena, czy nagle zapragnąłem przenieść się na stadion pełen szalejącej publiczności zabawianej nie tylko bandą rockmenów, ale również muzyków klasycznych, opiniowana konfiguracja nie dość, że fenomenalnie oddawała całkowicie inne realia wydarzeń, do za każdym razem oferowała pełną skalę energii każdego zapisanego na płycie, świetnie zawieszonego w przestrzeni dźwięku. Zestaw zdawał się nie mieć żadnych ograniczeń wydolnościowych, co wespół z fenomenalną rozdzielczością przekładało się na chęć mimowolnego podkręcania poziomu głośności podczas słuchania każdego kolejnego krążka. Tak wyglądał występ w skali makro.

Jak wynika z poprzedniego akapitu, decydując się na nowe wcielenie końcówki mocy Tenor Audio 175S teraz z dopiskiem HP, otrzymujemy delikatnie przewartościowany w stronę neutralności przekaz muzyczny. To oczywiście nadal jest pełne mistyczności granie, jednak obecnie raczej skupia się na utrzymaniu tempa i energii generowanej muzyki, a niżeli namalowaniu jej mocno osadzonym w domenie barwy pędzlem. Oczywiście przerysowuję usłyszane akcenty i zalecam jedynie wziąć je pod uwagę podczas planowania listy odsłuchowej, a nie traktować jako wyrocznię. Komu poleciłbym nasz dzisiejszy obiekt zainteresowań? Może się zdziwicie, ale wszystkim. Powód? To nadal jest szkoła Tenor Audio, czyli swobodne, niewysilone pokazanie świata muzyki, co pozwala domniemać, iż tylko krańcowo ortodoksyjni melomani w bezpośrednim starciu mogą, choć nie muszą, pokręcić nosem. Osobiście bez najmniejszych problemów – mimo osobistego lekkiego sformatowania na większe nasycenie dźwięku – mógłbym z tą końcówką żyć przez długie lata. Niestety jak to będzie w Waszym przypadku mogę jedynie się domyślać. Jednak biorąc wszelkie za i przeciw o dobry występ konstrukcji z kraju klonowego liścia jestem dziwnie spokojny.

Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć. 175S HP nie kreuje spektaklu mogącego dawać nam wyobrażenie o rejestrowanym koncercie, czy nagraniu – on je nam nawet nie tyle przedstawia, co działa na zasadzie wehikułu czasu zabierając nas w konkretne miejsce i czas, abyśmy osobiście doświadczyli dziejącego się na naszych oczach (i uszach) aktu tworzenia. Śmiem twierdzić, iż przy Tenorze wszelakiej maści gadżety VR, czy też środki psychoaktywne są li tylko marnymi substytutami tego, co on sam jest w stanie zaoferować. Oczywiście aby takową nirwanę osiągnąć trzeba się nieco nagimnastykować i odpowiednio skonfigurować tor w jakim Kanadyjczykowi przyjdzie pracować, gdyż każde, nawet najmniejsze uchybienie i próba pójścia na skróty zostaną nam nie tylko wypomniane, co po prostu się na nas zemszczą. Trudno bowiem rozpatrywać bezkompromisowość Tenora inaczej aniżeli obsesyjne wręcz dążenie do prawdy, niezależnie od tego jaka by ona nie była. W dodatku powyższe uwagi dotyczą nie tylko ogólnie mówiąc warstwy sprzętowej, lecz również materiału źródłowego, który przepuszczony przez 175-kę przestaje mieć przed nami jakiekolwiek tajemnice.

Cóż mogę napisać w ramach podsumowania? Chyba tylko to, że dalej będę robił maślane oczy do 175S a przed Tenorem 175S HP grzecznie się kłaniał, gdyż jest to konstrukcja ze względu na swoją absolutną rozdzielczość i transparentność wybitna. Czy mógłbym z takim ucieleśnieniem perfekcji żyć na co dzień, na tę chwilę nie wiem, ale wiem za to, że na pewno będę za nią tęsknił. W dodatku mając jej walory brzmieniowe w pamięci po raz kolejny udało mi się podnieść poprzeczkę osobistego wzorca i referencji.

Link do recenzji: Tenor 175S HP – Soundrebels.com

Tenor Audio 175S 20ALE

Nagrody

Tenor Audio

Cennik

Cennik Tenor Audio

Tenor Audio

Dealerzy

Dealerzy Tenor Audio

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Dowiedz się jak używamy plików cookies w naszej Polityce Prywatności.