Skip to main content Skip to footer

Kora

Kora TB200

Kora TB200

Recenzje

Recenzja Kora TB200 w Highfidelity.pl

Wyjątkowość i, mogę to już teraz napisać, genialność rozwiązania opatentowanego przez inżynierów Kory, polega przecież na tym, że sygnał trafiający ze źródeł na wejścia ich wzmacniaczy zintegrowanych wzmacniany jest napięciowo wyłącznie w czterech podwójnych triodach. Tranzystory służą jako bufor impedancji i dostarczają prąd. To stąd bierze się spora moc testowanej integry i łatwość z jaką wysteruje niemal dowolne kolumny, ale przy zachowaniu wszystkich najlepszych cech triod.

Od czego by tu zacząć... W przypadku hybryd zwykle pisze się o połączeniu najlepszych cech lamp i tranzystorów, sam już o tym wspomniałem. Dopiero jednak konstrukcje takie jak TB200 pokazują, jak dobrze można to zrobić. Choć właściwie to nie, to nie tak. Kora pokazuje, jak znakomicie mogą zagrać triody, gdy dostaną niezwykle czyste, przeźroczyste i mocne wsparcie zapewniające możliwość prezentacji pełnej gamy ich cech i zalet i to niezależnie od tego, jakie (byle dobre, oczywiście) kolumny podepniemy do wyjść głośnikowych.

Od początku na usta cisnęło mi się wręcz kilka, niekoniecznie spójnych, określeń tego, co TB200 wydobył z moich kolumn. Po pierwsze dźwięk był niebywale, ale to niebywale czysty, „właściwy”, czyli dokładnie taki, jaki powinien być. Żadnego efekciarstwa, żadnego lampowego ocieplenia, czy dogęszczenia dźwięku, żadnego agresywnego basu, by pokazać, że „na pokładzie” są tranzystory. Dla mnie kluczowe w tym momencie było, że to nie jest czystość kliniczna, a wzmacniacz nie brzmi w superanalityczny, hiperdetaliczny sposób.

Choć napisałem o braku „dogęszczania” dźwięku, to nasycenia, gęstości mu nie brakowało. Dostałem z TB200 przebogatą paletę barw, gęstość, wysoką energię grania. Dostałem też kapitalną spójność i płynność dźwięku, które wraz z wymienionymi wcześniej cechami i setką następnych tworzyły niezwykle naturalny, wręcz organiczny spektakl muzyczny. Właściwie mógłbym w ten sposób zakończyć recenzję, bo to prostu trzeba usłyszeć i żaden opis do końca nie odda niezwykłego doświadczenia muzycznego, jakie serwuje ten dość niepozorny wzmacniacz.

Rzecz w płynności i spójności wykraczających poza to, co jest w stanie zaprezentować większość wzmacniaczy, w jego naturalności, barwności i gęstości. Dodam od razu, że mówię o gęstości wynikającej z wysokiej rozdzielczości, która jednakże wykorzystywana jest jako budulec spójnej, bogatej i, raz jeszcze podkreślę, bajecznie czystej całości, a nie do zarzucania słuchacza detalami. Choć tych ostatnich, a także nawet najdrobniejszych subtelności, znaleźć w tej prezentacji można ogromną ilość, jeśli tego chcemy.

OCENIAJĄC WZMACNIACZ KORA TB200 trudno zapomnieć o jej cenie i związanymi z nią oczekiwaniami. Tyle że, moim skromnym zdaniem, ta zgrabna, dobrze wykonana i wykończona z odpowiednią starannością integra, owe oczekiwania przewyższa. To spełnienie marzeń wielu miłośników wzmacniaczy typu SET, którzy rezygnują z nich z powodu niskiej mocy i ograniczonego wyboru odpowiednich kolumn. Tu ograniczenia będę niewielkie, choć pewnie kilka modeli zbyt trudnych dla TB200 by się znalazło. Wówczas można sięgnąć po mocniejszy model.

Kora oferuje brzmienie niezwykle przyjazne dla ucha, zachęcające do spędzania z nią wielu godzin (tzn. z muzyką serwowaną przez testowana integrę), ale osiąga to przez naturalność, gęstość i wysoką energię brzmienia, a nie tricki w postaci sztucznego ocieplania. Serwuje muzykę w niesamowicie spójny, płynny, otwarty i swobodny sposób i to niezależnie od jej gatunku. Jak rzadko kiedy ciśnie mi się na klawiaturę owo wyświechtane „musicie państwo tego sami posłuchać!”. Naprawdę warto, bo to jeden z kilku najlepszych wzmacniaczy zintegrowanych, które mogłyby u mnie grać na stałe.

Tanio nie będzie, ale, moim zdaniem, jest wysoce prawdopodobne, że z Korą znajdziecie wzmacniacz na lata, który będzie wzbogacał i wynosił na nowy poziom wasze muzyczne doświadczenia. Z przyjemnością przyznajemy mu więc wyróżnienie ˻ RED FINGERPRINT

Link do recenzji: Kora TB200 – Highfidelity.pl

Recenzja Kora TB200 w Hi-Fi i Muzyka

Od razu zwracamy uwagę na lekkość i rozmach dźwięku (przy zachowaniu nad nim kontroli), a także pewną delikatność, właściwą nawet nie tyle lampie, co przetwornikom elektrostatycznym.

Druga obserwacja związana z Korą to rozmiar sceny: ogromnej, wypełnionej wspomnianym powietrzem. Odległości pomiędzy źródłami wydają się powiększone, ale lokalizacja pozostaje precyzyjna. Szybko też doceniamy stabilność wokalistów i instrumentów oraz trójwymiarową projekcję.

Całość przesyca magia, coś, co oględnie można nazwać pięknem i chyba to określenie najlepiej opisuje sedno sprawy. Dynamika nie podkreśla rytmów, unika mocnego stawiania akcentów, jest raczej posągowa. Podobnie bas – nie spodziewajcie się uderzenia bębna wielkiego, które zainicjuje ogromną falę, niemniej energię odczujemy na pewno.

Już najtańszy model prezentuje magiczną estetykę Kory. Wchodzimy w ten świat zdecydowanie i nie ma znaczenia, że to dopiero początek katalogu. Dostaniemy to samo urzekające malowanie barw, szczegółowość mikroskopu i płynny aksamit. Kremowa konsystencja łączy się z precyzją lokalizacji źródeł i nadrealistyczną rozdzielczością. Nie znajdziemy tu agresji, co spowoduje, że ostre granie może się okazać zbyt grzeczne. Jeżeli szukamy wyczynowej dynamiki, to też nie tutaj. Ten świat trzeba poznać samemu i albo się zakochać od pierwszego wejrzenia, albo stwierdzić, że to nie dla nas. Przyrost jakości z modelu na model jest konsekwentny i następuje w tych samych obszarach. Pojedyncze dźwięki, jak i całość brzmienia stają się masywniejsze i głębsze. Muzyka się przybliża i ciekawie nasyca: barwy zyskują jeszcze większą wyrazistość. Są od siebie lepiej odseparowane, choć – paradoksalnie – mocniej zespolone w jednolity obraz. Zyskujemy oparcie w niższym zakresie i wypełnienie wszystkich, ale dźwięk nie staje się przez to ciemniejszy. Pomimo zachowania tej samej delikatności, szlachetności i lekkości rośnie jak na drożdżach. Rośnie też dynamika, ale tempo nie przyspiesza, energia uderzenia także niespecjalnie. Staje się po prostu bardziej posągowa. Różnicę pomiędzy TB140 i TB200 słychać od razu. Jeżeli postawicie oba wzmacniacze obok siebie, to lepszy wskażecie w 10 sekund z zamkniętymi oczami. Czy jednak będzie wart dwukrotnie wyższej ceny? W moim odczuciu: nie. Można spokojnie pozostać przy TB140 i mieć prawie to samo, a zaoszczędzoną kwotę dołożyć na przykład do kolumn. Kolejny krok – z TB200 do TB400 – jest większy i nie ma wątpliwości, za co dopłacamy. Inna sprawa, ile, ale hi-end nigdy nie był tani.

Piękno brzmienia wszystkich zintegrowanych wzmacniaczy Kory trudno zdefiniować, lecz – jakby paradoksów było mało – dziecinnie łatwo rozpoznać. Z jednej strony jest niepowtarzalne, z drugiej – oczywiste, jeżeli trafi we wrażliwość słuchacza. Jedno jest pewne, wystarczy posłuchać, nawet krótko, bo jest też komunikatywne i nie ma w sobie nic wydumanego. Drugie też – pozostaje w głowie na zawsze.

Link do recenzji: Kora TB200 – Hi-Fi i Muzyka

Kora TB200

Nagrody

Kora TB200 – Highfidelity.pl – Wyróżnienie RED Fingerprint

Naprawdę warto, bo to jeden z kilku najlepszych wzmacniaczy zintegrowanych, które mogłyby u mnie grać na stałe. Tanio nie będzie, ale, moim zdaniem, jest wysoce prawdopodobne, że z Korą znajdziecie wzmacniacz na lata, który będzie wzbogacał i wynosił na nowy poziom wasze muzyczne doświadczenia. Z przyjemnością przyznajemy mu więc wyróżnienie RED FINGERPRINT

Link: Kora TB200 – Highfidelity.pl – Wyróżnienie RED Fingerprint

Kora

Cennik

Cennik Kora

Link: Cennik Kora

Kora

Dealerzy

Dealerzy Kora

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Dowiedz się jak używamy plików cookies w naszej Polityce Prywatności.