Kerr K200
Recenzje
Recenzja Kerr K200 w Hi-Fi i Muzyka
Żeby jednak przybliżyć Wam efekt choć trochę, przytoczę kilka obserwacji. Najpierw poczułem się jak na koncercie, blisko sceny. Dźwięk był bezpośredni, swobodny i otwarty, z precyzyjną lokalizacją. Wysuwał się przy tym mocno do przodu, ale odbyło się to bez ekspozycji pierwszego planu, ponieważ głębia pozostała wyraźna, a pogłos błąkał się od ściany do ściany. Panował przy tym porządek, a źródła nie nachodziły na siebie. Wydawały się uwolnione od otoczenia, od którego mogłyby się pobrudzić inną farbą. Zachowały własne kolory, niezmywalne i nieprzemakalne.
Skoro jesteśmy przy barwie, to tutaj się zaczynają główne atrakcje. Góra, choć najmniej spektakularna, okazuje się niepowtarzalna. Wyobraźcie sobie czystość, dźwięczność i mnóstwo powietrza, a z drugiej strony – całkowity brak zgrzytu, metalu i woalu. Kryształowy aksamit. Czy występuje w przyrodzie? Chciałbym. Słodkie kłamstwo? Na to wygląda, a mimo to brzmienie jest realistyczne. Wstęga sprawowała się świetnie już w tańszych modelach Kerra, ale w K200 brzmi inaczej, zapewne dzięki podziałowi zadań z wielką kopułką. Wysoki zakres góry przypomina magnetostatyczne duety średnio-wysokotonowe z kolumn PS Audio albo harmonijek AMT z Legacy. Jest tak samo wyraźnie, ale też gładko i bezboleśnie.
Średnica brytyjskich monitorów okazuje się cieplejsza niż zwykle. Wokale się powiększają, osadzają w przeponie. Zrozumiałość tekstu, ale też odgłosy artykulacji znów robią dwa kroki do przodu. Barwy zaś pozostają gęste i mięsiste. Przełom średnicy i góry najłatwiej dostrzec, wsłuchując się w uderzenia werbla. Odnoszę wrażenie, że do tej pory słyszałem suchy karton i dopiero teraz ucho ma realny kontakt z membraną. Wyrazistość, precyzja i studyjna detaliczność łączą się z miękkością, ciepłem oraz płynnością. I jak do nich dodać dosłowność, wręcz łopatologiczne wyodrębnienie instrumentów? Kolejny paradoks, może i znowu kłamstwo, ale odczucie realizmu to samo. Chciałoby się powiedzieć, że monitory grają średnicą, ale tak samo przecież grają górą i basem. Każdy z tych zakresów jest wyeksponowany, a przecież tak się nie da.
Bas okazuje się energiczny i sprężysty. Cechuje go potężny, skoncentrowany atak, ale też ogonek, charakterystyczny dla linii transmisyjnej. Nie brak mu przy tym głębi ani potęgi. Paradoks zaś polega na tym, że odbieramy go jako miękki i przyjemny, tymczasem jego największą zaletę stanowi prowadzenie rytmu. Dynamika jest dokładnie taka, jak sobie wyobrażacie, patrząc na zdjęcia.
Czy to najlepsze Dire Straits, jakie słyszałem? Niewykluczone, choć pamiętam również wykonanie Wilsona. Może nawet bardziej spektakularne, ale u Kerra pojawia się ten niepowtarzalny koncertowy rys.
Link do recenzji: Kerr K200 – Hi-Fi i Muzyka
Kerr K200
Nagrody
Kerr K200 – Stereonet – Applause Award

It serves up a vast, physically moving (quite literally) sound that reminds you every second what real, live music is like. It does this through sheer ability, and at the same time, it has precious few vices to get in the way. For best results, you'll need an appropriately large listening room, a highly capable front end and an amplifier with large swathes of power, grip and detail. If you're lucky to have all of the above, then this big banger really is very hard not to love.
Zobacz także
Kerr Acoustic
Cennik
Cennik Kerr Acoustic
Link: Cennik Kerr Acoustic
Kerr Acoustic
Dealerzy
Dealerzy Kerr Acoustic
Link: Dealerzy Kerr Acoustic