Brinkmann Nyquist Mk2
Recenzje
Recenzja Brinkmann Nyquist Mk2 w Hi-Fi i Muzyka
Przez ostatnie miesiące przewinęło się przez mój pokój odsłuchowy sporo urządzeń z wysokiej półki. Brinkmann Nyquist Mk II okazał się jednym z nielicznych, które potrafią swobodnie przekraczać granicę dzielącą muzykę mechaniczną od autentycznej. Specjalnie nie piszę o muzyce na żywo, ponieważ nie chodzi jedynie o emocje towarzyszące koncertom. Dzięki niemieckiemu przetwornikowi możemy się przenieść w dowolne środowisko akustyczne – do studia, do klubu, na stadion albo do filharmonii. Za każdym razem będzie nam towarzyszyć uczucie, że oto na naszych oczach dzieje się magia, a w naszym domu rozbrzmiewa prawdziwy instrument lub głos. Zresztą, w moim przekonaniu, Nyquist Mk II sam jest instrumentem. I to takim z duszą.
Kiedy po włączeniu Nyquista Mk II z głośników popłynęły pierwsze dźwięki, pomyślałem, że niemiecki konwerter powinien służyć jako pomoc terapeutyczna. Dla tych, którzy wciąż uparcie twierdzą, że żadne urządzenie przetwarzające zera i jedynki niczego nam w brzmieniu nie zmieni. Nyquist Mk II nie tyle zmienia, co całkowicie przemeblowuje, zaczynając od wrażeń przestrzennych. Choć dzięki sporej kubaturze pokoju i odsunięciu kolumn daleko od ścian, nigdy nie narzekałem na niedobór przestrzeni w nagraniach, to dopiero DAC Brinkmanna pokazał, co znaczy szeroki oddech i dużo powietrza w muzyce. Scena, jaką przede mną wyczarował, była wyjątkowo obszerna, rozpięta daleko za linią bazy, a przy tym pięknie uporządkowana. Nie miała jednak nic wspólnego z tzw. „niemieckim porządkiem”. Muzycy i grupy instrumentów są osadzone każdy w swojej naturalnej mikroprzestrzeni, a światy dźwiękowe, jakie tworzą, płynnie się na siebie nakładają, komponując fascynującą i migotliwą całość.
Prawdziwe uniesienia przeżyłem jednak przy zupełnie innym repertuarze. Kiedy do szuflady odtwarzacza powędrowała wydana przez Alphę płyta z Mszą h-moll Bacha w wykonaniu zespołu Pygmalion, zapisałem sobie w notatkach, że słuchając tak fenomenalnie odtworzonej muzyki, z wrażenia można przyklęknąć. Ta niesamowita napowietrzność i swoboda dźwięku… Muzycy i chór zostali rozstawieni szeroko, jednak bez nadmiernego rozstrzelenia, które czasem powoduje, że słuchacz lekko traci orientację w przestrzeni nagrania. Brzmienie zachwycało idealną spójnością zakresów i niewymuszoną potoczystością. Plany instrumentalne i wokalne – a jest ich tu sporo – wzajemnie się przenikały i nakładały na siebie, ale nigdy się ze sobą nie zlewały. Warto zaznaczyć, że w tym akurat nagraniu – dość pastelowym i miękkim – trudno o wzorową czytelność. Nyquist Mk II dowiódł jednak, że z odpowiednim sprzętem wszystko jest możliwe. Czytelności przysłużył się bez wątpienia twardy i precyzyjny bas. Dzięki niemu instrumenty grające nisko nie zbijały się w gęstą pulpę, ale zachowywały wyraźne kontury i dokładnie zaznaczone wybrzmienia.
Tym, co mnie szczerze zaskoczyło, były ponadprzeciętne możliwości dynamiczne Brinkmanna oraz to, w jaki sposób wpływają one na zachowanie całego systemu. Gdybyśmy przyznawali high-endowym urządzeniom gwiazdki, w rubrykach „dynamika” i „bas” postawiłbym ich zapewne siedem i nie byłoby w tym egzaltacji. Ten bas jest po prostu obłędny! Twardy jak z amerykańskich końcówek mocy, krótki, punktualny i o fenomenalnie mocnym uderzeniu. Jedynym ograniczeniem były w tym przypadku 17-cm przetworniki w moich Dynaudio. Jednak i one musiały się karnie podporządkować, gdy słuchałem klasyki rocka i bluesa na poziomie głośności, którego na ogół nie tolerują najżyczliwsi nawet sąsiedzi. Oprócz tego, że dół jest dobitny, potrafi być także barwny i śpiewny, co pokazała płyta Tilla Brönnera „Rio”.
Link do recenzji: Brinkmann Nyquist Mk2 – Hi-Fi i Muzyka
Recenzja Brinkmann Nyquist Mk2 w Soundrebels.com
Obecność lamp w stopniu wyjściowym naszego dzisiejszego bohatera części z Państwa może, niejako podprogowo, narzucać dość oczywistą, opartą na wysyceniu i lekkim zmiękczeniu narrację. Tymczasem, choć Brinkmann niezaprzeczalnie operuje nieco bardziej soczystą paletą barw aniżeli dCS Vivaldi DAC2 a i linie konturów rysuje nieco mocniej aniżeli swój angielki konkurent, to nie sposób zarzucić mu czy to przegrzania atmosfery, bądź przesady w kreśleniu poszczególnych brył. Proszę tylko posłuchać „Vägen” Tingvall Trio, by stwierdzić, iż delikatny chłód nagrania cały czas jest tam obecny a blachy pomimo swojej zwiewności mają odpowiednia masę i „body” . Z kolei na „Tribute to Tomasz Stańko” Piotr Schmidt Quartet & Wojciech Niedziela oczywistym staje się fakt fenomenalnego operowania przez niemiecki przetwornik mikro-dynamiką. Delikatnie muskane przez Krzysztofa Gradziuka blachy, z równą finezją wygrywane partie na werblu, czy operujący z tyłu kontrabas Macieja Garbowskiego na swój sposób uzupełniają niezwykle liryczny dialog fortepianu Niedzieli z trąbką lidera, lecz zamiast stanowić dla nich li tylko tło tworzą misternie utkany klimat, ekosystem, w którym jesteśmy świadkami prawdziwego misterium.
Próbując udowodnić moją opinię, pokazując przy tym ową zaletę dosłownie palcem na początek przywołam świetnie oddany w kwestii nie tylko emocji i poczucia feelingu przez muzyków, ale również idealnego zawieszenia i bezkompromisowej wizualizacji każdego, powtarzam każdego instrumentu, projekt rodzimego zespołu RGG „Memento”. To była feeria w dobrym tego słowa znaczeniu, zaskakujących mnie każdym dotknięciem czy to zrównoważonego w domenie ilości struny i pudła rezonansowego, kontrabasu, majestatycznie, bo mocno na dole i dźwięcznie w wyższych rejestrach, wybrzmiewającego fortepianu, czy też wręcz fenomenalnie rozbłyskujących w eterze perkusjonaliów, fraz nutowych. Owa płyta wybrzmiała tak magicznie, że z racji niedawnego jej zakupu jako uzupełnienia płytoteki przesłuchałem ją dwa razy z rzędu, a zaraz po niej przypomniałem sobie nausznie projekt zatytułowany „Szymanowski” i „True Story – In Two Acts”. Jednym słowem w wyniku zjawiskowej prezentacji jednego z moich ulubionych nurtów jazzowych w estetyce tak zwanego grania ciszą, zaliczyłem całkowicie pochłaniającą moje zmysły dosłownie kilkugodzinną sesję bez oznak jakiegokolwiek zmęczenia materiału. I co ciekawe, mimo lekkiego odejścia przekazu od minimalnie większej niż mam na co dzień miękkości dźwięku, nawet przez moment nie poczułem dyskomfortu, tylko zdziwienie, że można tak wyraziście, ale również zaskakująco przyjemnie.
Wszystko co dobre niestety kiedyś się kończy, więc i moja przygoda z aktualną, oznaczoną dopiskiem mk2, inkarnacją streaming DAC-a Brinkmann Audio Nyquist dobiegła swojego finału. Finału niestety pozbawionego happy-endu, gdyż z niekłamanym żalem zmuszony byłem spakować go do firmowego kartonu i przekazać Jackowi, który z kolei po swojej turze odsłuchów zwrócił go dystrybutorowi. Boli, bardzo boli brak Nyquista w moim systemie, jednak warto pamiętać o pozytywach tego spotkania, gdyż dzieło Helmuta Brinkmanna i Matthiasa Lücka nie tylko zwycięsko wyszło ze starcia z moimi wyidealizowanymi wspomnieniami, to wręcz całkowicie rozłożyło mnie na łopatki swoją wielce uzależniającą mieszanką wyrafinowania, rozdzielczości i dynamiki sprawdzającą się zarówno przy tzw. „grze ciszą”, jak i bezpardonowej black-metalowej kakofonii. DAC idealny? Cóż, z pewnością istnieją lepsze alternatywy, jednakże na tę chwilę nie dane mi było doświadczyć ich geniuszu we własnych czterech kątach. A Nyquist się pojawił, zagrał i odszedł pozostawiając po sobie bolesną wyrwę i kiełkujące twarde postanowienie, że jeszcze, tym razem już na dobre, do mnie wróci.
Link do recenzji: Brinkmann Nyquist Mk2 – Soundrebels.com
Recenzja Brinkmann Nyquist w Highfidelity.pl
Nie będę się silić na oryginalność tylko po to by być oryginalnym i eksponować na początku innej cechy brzmienia niż tej, która jest oczywista od pierwszych chwil. To, że Nyquist nosi logo Brinkmanna, marki znanej jednak przede wszystkim z gramofonów, ramion i przedwzmacniaczy gramofonowych, nie jest przypadkiem. To kapitalnie analogowo, w sensie naturalnie, wręcz organicznie, namacalnie, gładko brzmiące urządzenie. Jest to oczywiste od pierwszych minut słuchania i pozostaje niezmiennie podstawową cechą niezależnie od tego, jakiej muzyki się słucha oraz czy słucha się jej w dużym systemie przez kolumny, czy przez wyjście słuchawkowe Brinkmanna.
To jedno z tych urządzeń, które włącza się do systemu, odpala muzykę z takiego, czy innego źródła, przez to czy inne wejście, zamyka się oczy i... zapomina się o całym świecie przenosząc się w świat muzyki. Dopóki nie spojrzy się na wyświetlacz człowiekowi nawet do głowy nie przychodzi myśl, że słucha muzyki pochodzącej z sygnału cyfrowego. Tak, mamy na rynku już wiele DAC-ów i odtwarzaczy CD, w których „cyfrowość” brzmienia udało się wyeliminować. Niemiecki przetwornik/odtwarzacz plików to jednakże krok dalej – w stronę brzmienia zbliżonego do żywej muzyki.
Nyquist to urządzenie, na którym doskonale słucha się muzyki, ale które trudno jest analitycznie ocenić i opisać. Przez wiele dni odsłuchu poza początkową notatką mówiącą o obłędnej analogowości brzmienia i namacalności oraz obecności dźwięku, nie zapisałem nic. Muzyka swobodnie, w absolutnie niewymuszony sposób płynęła z kolumn. Instrumenty i wokale brzmiały po prostu tak, jak powinny – świetnie oddana została barwa, faktura, emocje, dźwięk był wyjątkowo bogaty w informacje, w tym te najdrobniejsze, które tak naprawdę decydują o tym, jak prawdziwie brzmi prezentowany występ, jak bardzo jest on realistyczny i angażujący.
Co więcej, Brinkmann renderował wyjątkowo przekonujący, duży, trójwymiarowy obraz muzyków występujących przede mną. Nie były to ani płaskie obrazki, ani trójwymiarowe wydmuszki, ale mające ciało, masę, wielkość, kipiące energią, współdziałające z otaczającym je powietrzem, wchodzące w reakcje z otoczeniem akustycznym i innymi instrumentami żywe bestie.
Bestie nie z racji agresywności, ale właśnie owej mniej czy bardziej uzewnętrznianej, naturalnej energii, która różni dźwięk instrumentów grających na żywo, od zawsze jednak jedynie kalki uchwyconej na nagraniu. Nie twierdzę, że Nyquist potrafił całkowicie odwrócić straty w tym aspekcie ponoszone w procesie nagrywania, ale wykonywał kawał świetnej roboty, by je zminimalizować. I robił to na tyle dobrze, że i owszem, zdarzało mi się zapominać, iż słucham jedynie reprodukcji jakiegoś występu.
Link do recenzji: Brinkmann Nyquist – Highfidelity.pl
Brinkmann Nyquist Mk2
Nagrody
Brinkmann Nyquist Mk2 – Hi-Fi i Muzyka – Nagroda Roku 2021

Link: Brinkmann Nyquist Mk2 – Hi-Fi i Muzyka – Nagroda Roku 2021
Brinkmann Nyquist – Highfidelity.pl – Best Product 2018

Link: Brinkmann Nyquist – Highfidelity.pl – Best Product 2018
Zobacz także
Brinkmann
Cennik
Cennik Brinkmann Audio
Link: Cennik Brinkmann Audio
Brinkmann
Dealerzy
Dealerzy Brinkmann Audio
Link: Dealerzy Brinkmann Audio